Najpierw o wczorajszym smutnym i jednocześnie szczęśliwym zdarzeniu. Po naszym podwórku od wielu tygodni przechadzała się co dzień dzika kotka. Z tygodnia na tydzień robiła się coraz szersza.. Nie spodziewałam się, że się u nas okoci ale chyba dobrze się stało. Całe szczęście teściowa zauważyła kociaki na trawie (A zimno wczoraj było bardzo). Od razu pobiegliśmy z mężem sprawdzić ich stan. Niestety.. 3 nie żyły.. 3 były ledwo, ledwo żywe.. biedne słabiutko oddychały, ledwo się ruszały i bardzo cichuteńko piszczały gdy się ich dotknęło.. A kotka? Leżała obok nich i patrzyła takim błagalnym wzrokiem. Wzięliśmy zaraz ją i te jeszcze żyjące kociaki w pudełku z kocem do piwnicy. Grzaliśmy te maluchy razem z mężem przy specjalnej lampie. Dawaliśmy im jeść ze strzykawki bo były zbyt słabe by samodzielnie ssać. Po godzinie wszystkie 3 były już cieplutkie, ruchliwe i głośno domagały się swojej mamy:) I tak oto mamy teraz w piwnicy 4 maleńkie, już silne, prześliczne kociaki (no i ich mamusię naturalnie). Skąd ten czwarty? Okazało się, że jako jedyny znajdował się ciepły i silny pod kotką. A co z kocią mamą? Zaufała nam, teraz daje się głaskać, pozwala sobie pomóc i odwdzięcza się głośnym mruczeniem:) A jeszcze niedawno nie pozwalała do siebie nawet podejść...
No a teraz konkrety! Motyw z kołami bardzo mi się ostatnio spodobał. Także dlatego, że mogę nareszcie wykorzystać czekające na już wiele tygodni na swoją kolej pojedyncze kamienie. Tym razem pod igłę poszły monety jaspisu, muszla i lawa wulkaniczna. Naszyjnik wyszedł taki.. przyjemnie surowy:) Całość zawiesiłam na beżowym woskowanym sznureczku z zapięciami ze srebra. Naszyjnik zgłaszam na wyzwanie Kreatywnego Kufra pod tytułem "Koło". No już bardziej wpasować się w temat nie dam rady:) Trzymajcie kciuki!
