sobota, 17 grudnia 2011

Klejnot jednego Inka!

Tak, nazwę wymyślił mój mąż :P
Przedstawiam dzieło moich ostatnich dwóch dni:) Naszyjnik z masy perłowej, koralików szklanych i czegoś czego nazwy sobie nie zapisałam bo była jakaś taka oczywista.. była..trzy miesiące temu. Biedni moi rodzice, cały czas byli zachęcani do zabawy z małym żeby mamusia mogła haftować naszyjnik. Na szczęście synowi w ogóle to nie przeszkadzało. A dzięki wichurze za oknem i tak przespał prawie cały wczorajszy dzień. Mój mały meteopata. Dziadkowie też chyba byli zadowoleni bo już zdążyli się za wnusiem stęsknić. Więc chyba nie jestem aż tak wyrodną matką:)






2 komentarze: